treść
author
7 postów | 1 komentarzy | 586 odsłon
Więzienie w Niemczech V
Śšwiat
Dodany: 2012-07-09 11:03

Nowee miejsce

Za to jak się zachowałem wcześniej zostałem praktycznie wykluczony ze społeczności więziennej. Tak jak już pisałem nikt ode mnie nic nie wymagał, nie czepiano się mnie specjalnie, bez wyraźnego powodu, raczej starano się traktować mnie jak powietrze. Na początku mi to nawet odpowiadało lecz, z biegiem czasu zaczęło mi doskwierać.

Nie wiem czy tylko tak trafiłem ale w tym więzieniu Niemców reprezentowały same wielkoludy. Niektórzy samym wyglądem potrafiliby przerazić: dwumetrowe monstra, z tatuażami na wygolonych głowach i na twarzy. Dziwiło mnie więc, z początku bardzo, że jedna "polska" cela trzęsła całym tym niemieckim więzieniem. Właściwie rządził Piotr razem z pewnym Azerem. Piotr nie wyróżniał się jakoś specjalnie wyglądem: około 190 cm. wzrostu, smukłej budowy ciała, nie schodzący nigdy, z twarzy jakby ironiczny uśmieszek. Sprawiał wrażenie łagodnego. Ale miał w sobie jakąś taką pewność siebie, że od razu było wiadomo kto rządzi stadem.

Azer z kolei mnie przerażał. Było w nim coś okrutnego i drapieżnego. Ja, w każdym bądź razie, zawsze czułem się nieswojo gdy był w pobliżu. Kiedyś na samym początku spytał Piotra kim jestem. I spojrzał na mnie tak, że potem długo nie mogłem zasnąć w nocy. NIKT. Więcej już, na szczęście, nigdy o mnie nie spytał.

W tym więzieniu oczywiście najliczniej reprezentowani byli Niemcy, ale nie zabrakło innych narodowości. Oprócz Niemców najbardziej rzucali się w oczy Polacy (bo rządzili w tym więzieniu) oraz Azjaci.

Czasem widziałem jak w sali rekreacyjnej ćwiczyli swoje Kung-Fu. Byli sprytni jak cyrkowcy. Godzinami mógłbym patrzeć co wyprawiają ze swoim ciałem, jakby wbrew prawom fizyki. Zwłaszcza ich szef się wyróżniał. Podobny był z wyglądu do Bruc'a Lee. Nie chciałbym mieć ich za wrogów.Skojarzenia z Triadą same się narzucały.

Kiedyś o coś poszło między "Chinolami" (jak o nich powszechnie mówiono), a Polakami. Nie wiem o co konkretnie ale mogę się domyślać. Kością niezgody prawdopodobnie były za duże, według nich, wpływy Polaków na więzienne życie. Poza tym nie podobał im się handel Polaków. Widać było, że sami chcieliby przejąć ten intratny interes. W powietrzu wisiał konflikt. Aż iskrzyło. Nie dawałem Polakom w tym starciu żadnych szans.

Rozwiązanie problemu przyszło szybciej niż się spodziewałem. Kiedyś na sali rekreacyjnej doszło do jakiegoś zatargu słownego (po niemiecku) między Piotrem, a szefem "Chinoli". Piotr jak zwykle był opanowany i nie dał się wyprowadzić z równowagi co jeszcze bardziej rozsierdziło Chińczyka. W końcu nie wytrzymał, przyjął postawę do walki i zaczął wyczyniać cuda swoimi rękoma i nogami. Trzeba mu to przyznać: był cholernie szybki, dla mnie te ruchy zlewały się w prawie jedność.

Piotr przez chwilę stał nieruchomo jakby nic sobie nie robił z przeciwnika. Ale gdy nogi i ręce tamtego zaczęły latać niebezpiecznie blisko jego twarzy, przyjął postawę obronną.

Pierwszy i ostatni raz widziałem jak uśmiech znika, z jego twarzy. Oczy mu się zamieniły w wąskie szparki.Czekał.W tym momencie zrozumiałem dlaczego Piotra wszyscy darzą takim respektem. W następnej chwili było po walce. I po konflikcie. Wszystko wróciło na dawne tory. Ale po kolei.

"Chinol" zrobił półobrótu wokół własnej osi i w momencie gdy się wybił i był w powietrzy został sprowadzony na ziemię. Dosłownie. Dostał taką petardę w punkt, że aż się złożył jakby na kilka części. Podbiegli do niego pobratymcy i zaczęli go reanimować. Pozostałych strażnicy zapędzili do cel.

Całymi dniami czytałem polskie książki, które znalazłem pod swoim łóżkiem.

Moi współlokatorzy mieli więcej rozrywek: o godzinie 11.00 otwierano drzwi i można było wyjść rozprostować kości, pograć w piłkę nożną lub iść na siłownię.

Wyjście na siłownię było nagrodą, nie dla każdego. Tylko ci którzy sobie na to zasłużyli. Chociażby dobrym sprawowaniem. Po dwóch godzinach wszyscy musieli wrócić do więziennego bloku. Tutaj jeszcze do godziny 17.00 były otwarte cele i można się było nawzajem odwiedzać lub prowadzić interesy. Po godz. 17.00 zamykano klapy i nie było możliwości przemieszczania się po innym terenie niż własna cela. Przypomnę: cela była duża, po jednej stronie, pod oknem, mieszkali oni, a po przeciwnej ja. Dzieliło nas zaledwie kilka metrów, a odnosiłem wrażenie jak gdyby cały ocean.

Ci z pod okna mieli telewizor. Był pod takim kątem, że nic nie widziałem. Oprócz lewego boku.

W tym samym czasie jak trafiłem do więzienia zaczęła się w polskiej telewizji pierwsza edycja Big Brothera. Dokładnie w tym samym czasie. Gdy podawano wiadomość, że mieszkańcy domu Wielkiego Brata przebywają tam np. 20 dzień, to dla mnie też ten czas wynosił 20 dni w Niemieckim więzieniu.

Tamci oglądali z wypiekami na twarzy perypetie mieszkańców telewizyjnego domu. Nie dziwiło mnie to zbytnio gdyż nasza sytuacja była bardzo podobna. Z małymi wyjątkami. Nie było kamer. Potem przez cały dzień potrafili komentować zachowanie poszczególnych ludzi, z tego programu. Mieli swoje sympatie i antypatie. Jak nadawano program można było usłyszeć:

- Jakby ten ch...ek trafił do nas to by dopiero zobaczył. P......ny cwel.

I tym podobne Polaków rozmowy.

Niektórych lubili i im kibicowali. Zauważyłem, że największym komplementem był nazwanie kogoś "Klimatowiec".

- Ale "Klimatowiec"! - słyszałem czasem głosy podziwu.

"Koledzy" odbierali TVP przez satelitę. Zauważyłem, że najbardziej lubią oglądać teleturnieje. Zwłaszcza jeden. Dziwiło mnie to tym bardziej, że ich wiedza rzadko sięgała poza pierwsze pytanie. Komu udawało się odpowiedzieć na drugie pytanie poprawnie wzbudzał powszechny zachwyt i dumnie obnosił się ze swoją "inteligencją" po celi.

Kiedyś nieuważnie czytałem książkę bardziej koncentrując się na dźwięku dochodzącym z telewizora. Leciał właśnie jakiś teleturniej. Padło trzecie pytanie. Łatwe. Mimo tego między "telewidzami" rozgorzała zawzięta dyskusja. Każdy obstawiał co innego. W końcu Piotr zwrócił się bezpośrednio do mnie. Byłem zaskoczony gdyż dawno się do mnie nikt nie odzywał:

- A ty "Nowy", jak myślisz?

Powiedziałem. Odpowiedź była trafna. Nikt mnie nie pochwalił lecz zobaczyłem w ich oczach coś na kształt podziwu. Ośmieleni tym, że Piotr do mnie zagadał sami zaczęli zadawać pytania. Odpowiadałem poprawnie do poziomu niedostępnego dla żadnego z nich czym wzbudziłem nieskrywany zachwyt:

- Ten "Nowy" nie jest taki głupi na jakiego wygląda - kręcili głowami.

Nastały dla mnie, po tym telewizyjnym incydencie, czasy odwilży. Coraz częściej do mnie o coś zagadywano.

Raz w miesiącu wychodziło się do sklepiku na zakupy. Oczywiście jeśli miało się za co kupować. Ja nie pracowałem więc nie miałem za co. Nie dostawałem też kieszonkowego, bo nawet nie wiedziałem, że jest taka możliwość. Współwięźniowie, z celi pracowali i robili zakupy.

Kiedyś jak wróciłem spod prysznica zastałem na łóżku różne fanty takie jak cola w puszce, czekolada i inne. Byłem tym zaskoczony i tylko wydukałem:

- Dziękuję.

Na drugi dzień wytłumaczono mi jak się starać o kieszonkowe.

Trzymanie porządku w więzieniu to nie bułka z masłem. Strażnicy prawie wcale się nie wtrącali w sprawy więźniów. Tylko jak musieli. Odpowiedzialność za porządek spoczywała więc na barkach osadzonych. To zaufanie dziwiło mnie z początku lecz z biegiem czasu stwierdziłem, że ten układ ma sens.

Piotr dał towar jednemu Niemcowi. Ale nie mógł się doczekać zapłaty. Powiedział:

- Musisz zapłacić za to co wziąłeś. Obojętnie gotówką czy towarem. Tylko się ze mną rozlicz.

Niemiec był trochę na początku wystraszony ale spokojny ton głosu Piotra go uspokoił. Obiecał, że odda jak przyjdzie na widzenie rodzina.

Rodzina przyszła na widzenie raz, drugi i trzeci. Pieniądze gościu więcej jak pewne, że dostawał. Widać to było po nowych ciuchach, które kupował z katalogów firmowych. Kupował też luksusowe jedzenie. I ciągle się nie rozliczał. Piotr nie naciskał.Czekał.

Pewnego razu podszedł po prostu do strażniczki i coś jej długo szeptał do ucha. Ona od czasu do czasu kiwała głową jakby zgadzając się z tym co mówił Piotr. W końcu stanęła pod celą niesfornego Niemca.

Obserwowałem zdarzenie z ciekawością.

Piotr wszedł do niemieckiej celi. Powiedział tylko jak zwykle spokojnie:

- Wszyscy wyp.....ać!

Niemcy rzucili się skwapliwie do wyjścia.

- Ty zostajesz. - powiedział do niezbyt uczciwego klienta.

Potem było tylko słychać jakieś stłumione odgłosy. Gdy Piotr wyszedł skinął w stronę strażniczki głową. Ona mu odpowiedziała także skinieniem i chwyciła za komórkowy telefon. Gdzieś zadzwoniła.

Po kilku minutach pojawili się ludzie z noszami i zapakowali nieprzytomnego Niemca. Do godziny 17.00 był w naszej celi tłok. Każdy kto był cokolwiek winien Piotrowi nagle sobie o tym przypomniał.

Mimo wszystko po tym zdarzeniu moja opinia o strażnikach nie była najlepsza. Uważałem ich za ciepłe kluchy, które są za miękkie i niezdolne do samodzielnego oraz skutecznego pełnienia powierzonych im obowiązków. Do czasu pewnego zdarzenia.

Widocznie nie byłem osamotniony w swoich opiniach o strażnikach. W jednej, z niemieckich cel wybuchło coś na kształt buntu. Czegoś żądali i myśleli, że to z łatwością dostaną. Przecież strażnicy to takie cioty! No i się dochrapali.

Klawisze chwilę się naradzali. Potem przebrali. W stroje podobne do rycerskich zbroi. Mieli nawet tarcze. I kaski z przyłbicami. Weszli do zbuntowanej celi i ją spacyfikowali. Bardzo stanowczo i skutecznie.

Po takim pokazie siły i bezwzględnej stanowczości zapanował w więzieniu znowu spokój. W każdym bądź razie tak było aż do chwili mojego wyjścia.

Średnia ocena 0.00 (0 głosy)
Poleć do artykułu miesiąca
PRZECZYTAJ TAKŻE
KOMENTARZE
Dołącz film z YouTbue do komentarza:
- nikt jeszcze nie komentował artykułu -

Strony Patriotyczne<
Ewa Stankiewicz - wspierajmy wolne media. Chodźcie z nami!
Witamy-w-Polsce.pl - polityka, filmy, zdjęcia
Archiwum postów
2014 - WRZESIEŃ
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
 
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
Aby wykonać tą akcję musisz się zalogować
Email:
Hasło:
Załóż nowe konto Przypomnij hasło