treść
author
Redakcja - Blog Redakcji- artykuły, komentarze, wywiady i przedruki.
418 postów | 849 komentarzy | 224111 odsłon
Nasz wywiad z Profesorem Krzysztofem Rybińskim
Polska
Dodany: 2013-03-06 19:57

Wywiad z Krzysztofem Rybińskim przeprowadzony przez portal Obiektywnie.com.pl

fot. fakt.pl

Szanowni Państwo!


Dziś przedstawiamy Państwu nasz wywiad z Profesorem Krzysztofem Rybińskim.

Profesor Rybiński odpowiada na nasze pytania dotyczące stanu polskiej gospodarki i wskazuje kierunek jej rozwoju.  W wywiadzie Profesor tłumaczy dla kogo i w jaki sposób miałoby być dystrybuowane stypendium demograficzne.              

Na koniec Profesor  radzi Polakom jak przetrwać kryzys i w co zainwestować.

 

Obiektywnie.com.pl: Dziś naszym gościem jest profesor Krzysztof Rybiński, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego, jeden z czołowych ekonomistów w Polsce. Na stronie Pulsu Biznesu opublikowany został niedawno ranking ludzi cieszących się największym społecznym zaufaniem przeprowadzony przez ośrodek badania opinii Think Tank. Jest Pan w pierwszej czwórce.

Profesor Krzysztof Rybiński: To miło, że człowiek jest doceniany w różnych rankingach. W zeszłym roku w rankingu Gazety Finansowej uzyskałem czwartą pozycję według liczby cytowań w pracach naukowych. Cieszę się również dobrą opinią wśród biznesmenów.

O: Według danych GUS w ciągu ostatnich sześciu lat procent firm przemysłowych w Polsce wdrażających innowacje spadł z 24 do 17 punktów. W rankingu innowacyjności wyprzedziła nas nawet Rumunia, jesteśmy na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej. W latach 2001-2002 bezrobocie wśród młodych wynosiło około 40 %. Aktualnie wynosi 30%, ale wracamy do tego poziomu. Rośnie dług publiczny, gospodarka się nie rozwija. Rząd nie wprowadza reform, ale wyprzedaje resztki przemysłu, uniemożliwiając zmianę sytuacji. Wygląda na to, że Polska wpadła w ślepą uliczkę i nie potrafi z niej wyjść.

KR: Mogę przytoczyć dużo więcej danych, które pokazują, że Polska doszła do ściany jeśli chodzi o możliwości dalszego rozwoju. To pokłosie wyprzedawania majątku i  jego przejadania. Pieniądze z całej przeprowadzonej dotychczas prywatyzacji zostały wydane na bieżące potrzeby, przejedzone – to widać chociażby po tym, że kawałki infrastruktury, które budujemy, powstają za pieniądze wyżebrane w Unii Europejskiej. W jednym z raportów  mój zespół badawczy pokazał, na czym polega to „przejadanie”. Silne grupy nacisku, które zgromadziły się wokół budżetu, załatwiają sobie ustawy, które pomagają im przeżerać pieniądze publiczne z podatków i z prywatyzacji. Powoli nie ma już czego przejadać. Niestety w Polsce od przedszkola promuje się model rozwoju, który ja nazywam robieniem z Polaków „kafirów” w Europie. Niemcy, Francuzi czy Amerykanie mają budować fabryki a my mamy u nich pracować, bo jesteśmy dobrze wykształceni, znamy języki, więc będziemy świetną siłą roboczą. To jest bardzo słaby model rozwoju, ponieważ droga do prosperity wiedzie przez tworzenie własnych firm, które zdobywają globalne rynki między innymi dzięki temu, że są innowacyjne, a nie dlatego, że ich obywatele pracują za granicą. Do tego możemy dodać problem demografii. Za 5 lat Polska zacznie się dramatycznie starzeć, a 10 lat później -  wymierać. Sprzedaliśmy narodowe srebra, zaczęliśmy wymierać, jesteśmy anty-innowacyjni. Jeżeli nie zmienimy sposobu myślenia o nas samych i nie przełożymy tego na gospodarkę, to nic dobrego się nie wydarzy. Nadszedł czas, kiedy polityka zachowania status quo się skończyła.

O: Panie Profesorze, ale w mediach mamy zupełnie inny obraz. Unia Europejska chwali nas za to, że przetrwaliśmy kryzys. Mówi Pan, że pieniądze od Unii europejskiej wyżebraliśmy, natomiast ostatnie negocjacje rządu dotyczące budżetu UE zostały ocenione jako sukces.


KR: Media masowe niestety coraz bardziej odgrywają rolę „ogłupiacza” społeczeństwa. Skupiają się na tematach absurdalnych, zupełnie nieważnych dla przyszłości Polski. Natomiast tematy ważne, przemilczają. Ja to porównuję do cenzury z czasów komunizmu. Są pewne mechanizmy, przez które nie puszcza się do świadomości społecznej ważnych tematów. Oczywiście nie chodzi o urzędnika, który te tematy sortuje. A tymczasem cztery ważne, niezależne raporty, nad którymi w ciągu ostatnich dwóch lat pracowali czołowi polscy naukowcy i zagraniczni eksperci, pokazały, że innowacyjność dramatycznie spada i że winny jest mechanizm dystrybucji środków unijnych. My, rękoma naszych urzędników za pomocą pieniędzy unijnych mordujemy naszą polską innowacyjność. Ten temat się w ogóle nie przebija do mediów. Czasami gdzieś na 50 stronie jakiejś gazety pojawi się skąpy tekst , ale żeby w dzienniku telewizyjnym ktoś coś powiedział na ten temat, albo debatę zrobił?... Codziennie otrzymuję po dwa lub trzy telefony z pytaniem, czy wezmę udział w debacie o euro. Wszystkim odmawiam i mówię, że na tematy  zastępcze nie będę tracił czasu. Z jakiegoś powodu debata o innowacyjności jest odsuwana na bok. Trudne tematy, które mogą zaszkodzić rządzącym nie istnieją w mediach. To wszystko powoduje, że społeczeństwo nie jest w stanie zrozumieć  co jest ważne i podczas wyborów politycznych podejmuje decyzje w oparciu o seriale telewizyjne i to, czy ktoś ma ładny krawat i czy  ładnie się uśmiecha. To przepis na porażkę. Zacznijmy w końcu otwarcie mówić o problemach!

O: Gdyby zatem zadzwonił do Pana Donald Tusk i poprosił Pana o pomoc w ratowaniu polskiej gospodarki,  zgodziłby się Pan, czy odmówił, mówiąc : „nie w tym składzie”?


KR: Obecny rząd to grupa ludzi, którzy lubią się otaczać potakiwaczami i nie chcą słuchać krytycznych opinii lub dobierają sobie ludzi, których rady mogą podnieść ich popularność.  To nie może się przełożyć na szybszy rozwój kraju. Ktoś, kto ma krytyczną opinię i kieruje się w swojej działalności publicznej, czy publicystycznej dobrem kraju, nie bardzo wpasowuje się w kryteria doboru osób, które chce się słuchać. Ja telefonu od Donalda Tuska nigdy nie otrzymam. Doradzałem pięciu ministrom obecnej koalicji rządzącej i widziałem, jak sensowne propozycje umierały dlatego, że grupa rządząca Platformą uznała, iż priorytetem są słupki popularności, a nie realizowanie sensownych, a groźnych dla nich,  projektów rozwojowych oraz dyskusje na temat innowacyjności. Jeżeli nie zmienimy obecnych mechanizmów wspierania innowacyjności, to zmarnujemy kolejne szanse.

O: Skrytykował Pan niedawno polski system edukacji, który jest według Pana nastawiony na szkolenie pracowników dla międzynarodowych korporacji. Powiedział Pan też, że tworzy się pewne kody kulturowe, w ramach których praca w zagranicznej firmie jest szczytem marzeń młodego człowieka. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat? Czy ma Pan pomysł jak to zmienić?

KR: To jest bardzo groźny kod kulturowy. To niedobrze, że szczytem marzeń młodego człowieka jest zostać 12-godzinnym wyrobnikiem w korporacji. Kraj będzie się rozwijał wtedy, kiedy będą powstawały firmy tworzone przez tych młodych, zdolnych ludzi, które będą odnosiły międzynarodowe sukcesy. To powinno być misją szkolnictwa wyższego. Nawet najlepsze szczury korporacyjne z najwyższymi pensjami mentalnie pozostaną szczurami i nie będą niczym więcej. System szkolnictwa średniego i wyższego powinien odkrywać w młodych ludziach talenty. Wokół tych talentów można budować ciekawe firmy, ciekawe przedsięwzięcia. Tylko tak młodzi ludzie zrealizują się jako przedsiębiorcy a nie jako pracobiorcy. Niestety taki model napotyka na opór. Budowa kultury przedsiębiorczości wymaga zrozumienia własnych korzeni, historii, zrozumienia tego, w czym byliśmy mocni i w czym możemy być mocni. System edukacji daje sobie narzucić narrację brukselską. Podajemy młodzieży „unijny kisiel”, nie budujemy w młodych ludziach dumy z tego, że są Polakami, nie tłumaczymy im, że mogą wiele osiągnąć.

O: Czy można zatem powiedzieć, że obecny system edukacji nie kształci polskich elit, które będą w przyszłości w stanie dźwignąć Polskę z zapaści?


KR: Ten system kształci takie elity, jakie mamy teraz. On replikuje. Wielki menedżer otacza się osobami większymi, lepszymi od siebie- to jest miara jego wielkości, natomiast osoba ”mała” stara się dobrać sobie gorszych od siebie współpracowników i wtedy czuje się komfortowo. Z tego nie ma rozwoju. My niestety mamy taki mechanizm, że obecna kategoria liderów politycznych odtwarza swoje wzorce niżej i to pokolenie, które za nimi idzie, jest podobne do nich. Idą kategoriami podnoszenia słupka swojej partii a nie wizji rozwoju kraju. System edukacji niestety również odtwarza te wzorce kulturowe. Nie wyposażamy dzieci w kompetencje ważne we współczesnej gospodarce, tylko stawiamy je w roli wyrobników. Dzieci  uczy się tylko rozwiązywania testów. To przecież absurd.

O: Na początku swojej wypowiedzi poruszył Pan problem demografii. Polska zajmuje 211. miejsce na 224 kraje w rankingu dzietności. ONZ ocenia, że pod koniec tego stulecia liczba ludności w naszym kraju spadnie do 16 milionów. Jednym z Pana pomysłów na zażegnanie tej katastrofy jest stypendium demograficzne w wysokości 1000 złotych na dziecko, które nie ukończyło 18 roku życia. Jak te pieniądze miałyby być dystrybuowane?

KR: Stypendium demograficzne dla polskiej rodziny, nie dla imigrantów, na każde nowonarodzone dziecko od pierwszego miesiąca życia do ukończenia 18 roku życia. Jeżeli w pierwszym kwartale danego roku urodzi się 500 tys. dzieci, to jest to 6 mld złotych w pierwszym roku, 12 mld w drugim, itd. Pokazałem trzy źródła finansowania.  Te środki są dostępne i wystarczające. Oczywiście zostałem zaatakowany przez tych, którzy nie chcą zmian. Ten pomysł wprowadza dramatyczne zmiany w finansach publicznych, gdzie obecnie są marnowane. To marnotrawstwo wyszłoby na jaw przy okazji wprowadzenia mojego pomysłu i z tego to powodu wiele osób poczuło się zagrożonych. Dystrybucja środków polegałaby na tym, że każde małżeństwo, po narodzeniu dziecka, otrzymywałoby przelewy z ZUS-u na wskazane konto. Bez biurokracji. Rodziny wielodzietne są sekowane przez państwo dlatego, że płacą dużo wyższe podatki, ponieważ ubrania i jedzenie są obciążone podatkiem VAT.  W Polsce tylko bogaci mogą mieć dzieci, bo system finansowy zabrania je mieć biednym. Tak wygląda obecnie równe traktowanie obywateli przez prawo.

O: Czy nie obawia się Pan, że to stypendium demograficzne spowoduje narastanie patologii w Polsce? Bloger Marek Mojsiewicz przywołuje w jednym ze swoich tekstów dane z Centrum im. Adama Smitha, które mówią o tym, że przeciętny „Kowalski” jest okradany przez podatki z 83% swoich dochodów. Innym problemem jest lansowany przez media styl życia nie obarczony takimi problemami jak wychowywanie dzieci. Wielu młodych ludzi akceptuje taki model i wprowadza go w życie. Może stypendium demograficzne nie rozwiąże problemu dzietności w Polsce, a wręcz przeciwnie- zwiększy tylko ilość rodzin patologicznych w Polsce, które będą żyły tylko ze stypendiów?


KR: Jest wiele barier, które obniżają dzietność w Polsce. Najsilniejsza jest bariera finansowa. Młodych ludzi nie stać na dzieci. Są też bariery kulturowe  świadomie budowane przez media. Wzorzec singielki, czy szczura korporacyjnego, jest przedstawiany jako lepszy niż wzorzec matki z trójką dzieci – to znamienne, pokazuje się ją tylko jako umęczoną kobietę obładowaną  siatkami pełnymi zakupów. Bariera finansowa jest jednak główną barierą. To widać po Polkach, które w Wielkiej Brytanii mają dwójkę, trójkę dzieci, a tutaj podobne rodziny mają tylko jedno dziecko lub żadnego. Dobrze byłoby, gdyby podatki w Polsce zostały obniżone. Problem polega na tym, że jeśli się obniży podatki, to  się powiększa dziurę budżetową, a dług rośnie. Moja metoda jest dużo bardziej skuteczna. Podatki można obniżyć dopiero wtedy, gdy  wyrabia się nadwyżkę budżetową. Mamy deficyt, który i tak już jest spory. Ja widzę 30 miliardów już teraz. To są marnotrawione pieniądze, które można przesunąć na finansowanie stypendiów. Trzeba odebrać te pieniądze zgromadzonym wokół budżetu grupom interesu, którym państwo finansuje wysoki standard życia. Przykład: ktoś ma 10 tys. emerytury tylko dlatego, że kiedyś działał w służbach. Na to nie stać naszego państwa. Połóżmy na szali te prawa nabyte, których można wskazać jeszcze wiele i problemy demograficzne. Niech Trybunał Konstytucyjny się tym zajmie.

O: Panie Profesorze, czy nie obawia się Pan, że powstanie kolejny problem, który będzie narastał z biegiem lat? Rodzice z dwójką, trójką dzieci które będą otrzymywać 2 lub 3 tys. zł i mogą stracić motywację do pracy.


KR: To nie jest takie proste. Jeżeli ktoś ma trójkę dzieci, to ponosi olbrzymie koszty. Te pieniądze z trudem mogą pokryć wydatki związane z wychowywaniem dzieci. Trzeba pracować, żeby zapłacić za mieszkanie i odłożyć na wakacje. Oczywiście będą rodziny patologiczne, w których chęć posiadania dzieci będzie podyktowana comiesięcznymi,  sporymi wpływami na konto do przeznaczenia na alkohol. Będzie to niewielki odsetek, tak jak w każdym społeczeństwie. W moim pakiecie reform wziąłem to pod uwagę. Organizacje porządku publicznego powinny się tym zajmować, bo robią to dużo bardziej skutecznie niż urzędnicy. Przypadki patologii trzeba wychwytywać i starać się rozwiązywać te problemy wspólnie z rodzicami albo pokrzywdzone dzieci niestety odbierać. Każde dziecko, które się urodzi w Polsce, jest na wagę złota, zarówno to z rodziny zamożnej, jak też z patologicznej.

O: Teraz zapytamy o sytuację gospodarczą na świecie. W 2009 roku mówiło się o tym, że wielki kryzys w Polsce jest już zażegnany. Tymczasem właśnie uderza w nas jego fala…

KR: Kryzys, który się rozpoczął w 2008 r. dotknął sektor bankowy. Potężne pieniądze, które poszły na dokapitalizowanie banków, zatrzymały ten kryzys. Banki znacjonalizowane i dokapitalizowane uzyskały płynność finansową. To była pierwsza odsłona. Potem się okazało, że zostały naruszone fundamenty światowej gospodarki. Wydawało się, że jest szansa, żeby to zatrzymać pod warunkiem, że podejmie się mądre  kroki. Wtedy, w 2009 roku mówiłem, że trzeba pozwolić na zbankrutowanie krajów a następnie je oddłużyć. Mówiłem o zredukowaniu greckiego długu o połowę. Banki i tak były znacjonalizowane, więc wzięłyby te koszty na siebie. Była szansa na to, żeby ten proces się zatrzymał. Zdecydowano się na pomoc nie krajom, ale banksterom, czyli zaczęto wymuszać przeprowadzanie reform, aby pojawiły się nadwyżki finansowe na spłatę długów dla bankierów. Tą metodą wpędzono szereg krajów w tak głęboką recesję, a dzisiaj już widać, że ostatnie cztery lata to tylko kupowanie czasu, nie zaś zatrzymywanie kryzysu. Dzisiaj mogę powiedzieć, że kryzys w strefie euro dopiero się zaczyna. Działania podjęte w ostatnich latach doprowadziły do tego, że potencjał radzenia sobie z kryzysem i nadmiernym zadłużeniem tak dramatycznie spadł, że dzisiaj już kraje z brzemieniem długu nie mają szans. Grecja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, kto wie czy nie Francja -  prawie nie mają szans żeby się wygrzebać ze swoich problemów. To są błędy popełnione przez polityków i banki centralne podczas podejmowania działań antykryzysowych. W najbliższych dwóch- trzech latach będzie potężne „trzęsienie ziemi”. Oczywiście będą podejmowane próby zatrzymania kataklizmu - kolejna fala dodruku pieniądza -  ale jak do tej pory to nie działało.

O: A czy dodruk pieniądza nie spowoduje hiperinflacji jako znają Niemcy z lat 30.?

KR: Banki centralne chcą wywołać wysoką inflację. Wszyscy zrozumieli, że długi są za duże i żeby je obniżyć, trzeba napędzić dużą inflację. Gdy inflacja jest wysoka, realnie długi spadają.

O: Ale wartość pieniądza jest obniżana…

KR: Tak, wtedy szczęśliwi są ci, którym te długi spadają. Klasa średnia z reguły traci. Taki jest pomysł banksterów, bo jak jest duża inflacja i duży ruch pieniądza, to bankierzy zarabiają potężne pieniądze. To widać po zyskach banków inwestycyjnych. Klasa średnia jest na straconej pozycji. W tym pomyśle chodzi o to, by koszty przerzucić na podatnika, a samemu zarobić jak najwięcej. To jednak nie działa. Wydrukowano ogromną masę pieniądza, a inflacja na świecie cały czas jest niska. Dzisiaj w krajach rozwiniętych inflacja powinna wynosić 5%, 6 %. Wiedzielibyśmy wtedy jak  metoda ta działa, że udało się uruchomić mechanizm okradania klasy średniej przez banksterów. Pod koniec tego roku wszystko się okaże. Jeżeli to nie zadziała, ludzie się tak wystraszą, że stoczymy się w depresję i może nawet deflację. Jeżeli to „zaskoczy”, to będziemy widzieli inflację w cenach domów i w cenach na giełdzie, zobaczymy inflację, która się  rozleje szeroko. Ja uważam, że tego się nie uda zrobić, bo ludzie boją się dużych długów, które już są, a są najwyższe na świecie. Łączna suma długów prywatnych i publicznych jest wyższa niż ta, która, była przed krachem w latach 30 poprzedniego stulecia. Według mnie nie da się tej inflacji wywołać i w najbliższych latach rozpocznie się proces globalnej, długiej recesji - oby nie depresji  - a w wielu krajach deflacji i serii bankructw krajów, banków i firm.

O: Ten kryzys uderzy też w końcu z pełną siła w  Polaków. Jak się do tego przygotować? Czy chodzi o kupowanie metali szlachetnych, surowców, a może ziemi, nieruchomości, bo przecież nie kredyty konsumpcyjne są tu odpowiedzią?

KR: Ja publicznie nie udzielam rad inwestycyjnych. Mogę jednak powiedzieć, że to są czasy, kiedy zwrot kapitału jest ważniejszy od zwrotu z kapitału. Do tej pory myślano, gdzie włożyć pieniądze, żeby zarobić 3 proc. więcej, a teraz ważne jest, aby ulokować środki tak, żeby mieć pewność, że po dwóch, trzech latach dostanie się z powrotem przynajmniej tyle samo- zachować kapitał. W bankach będzie ciężko, bo jeżeli ta inflacja z czasem troszkę wzrośnie, w co ja nie wierzę, to oprocentowanie lokaty po opodatkowaniu Belki nie ochroni przed inflacją. Ryzyko inwestowania w akcje jest olbrzymie, bo jeżeli będzie kryzys, to giełdy pójdą bardzo mocno w dół. Inwestowanie w nieruchomości w sytuacji kiedy brakuje dochodów budżetowych i panuje festiwal podnoszenia opłat za wieczyste użytkowanie, czy kataster w tle może spowodować, że na skutek wysokich podatków stracimy nieruchomość. Nie ma jednej klasy aktywów, w które zainwestowanie pozwoli spać spokojnie. Ceny surowców zmieniają się gwałtownie, waluty obce również nie dają żadnej gwarancji. Odpowiedzią jest dywersyfikacja. Jeżeli ktoś ma trochę oszczędności, nie powinien ich koncentrować w jednym miejscu, żeby nie stracić pieniędzy wskutek niepowodzenia inwestycji. Najlepiej zainwestować w siebie i w swoją firmę. W czasach kryzysu również rozwija się wiele ciekawych biznesów. Inwestując w siebie mamy najwyższą stopę zwrotu. Trzeba pamiętać, że po kryzysie finansowym w Europie, Polaków czeka jeszcze kryzys demograficzny. Powinniśmy się przygotować na serię kryzysów, będziemy musieli dać sobie radę w trudnym środowisku.

O: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

KR: Ja również dziękuję


PRZECZYTAJ TAKŻE
KOMENTARZE
Dołącz film z YouTbue do komentarza:
- nikt jeszcze nie komentował artykułu -

Strony Patriotyczne<
Ewa Stankiewicz - wspierajmy wolne media. Chodźcie z nami!
Witamy-w-Polsce.pl - polityka, filmy, zdjęcia
Archiwum postów
2014 - PAŹDZIERNIK
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
 
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
Aby wykonać tą akcję musisz się zalogować
Email:
Hasło:
Załóż nowe konto Przypomnij hasło