treść
author
ciesielczyk - do, którzy chcą zdemontować panujący w Polsce system, który jest niedemokratyczny, niesprawiedliwy i nieracjonalny
61 postów | 2 komentarzy | 16329 odsłon
Czy można uchronić Kaczyńskiego przed samozniszczeniem?
Polska
Dodany: 2013-12-26 18:10

Prawica niszczy samą siebie.

fot. http://tomaszowmazowiecki.naszemiasto.pl/artykul/1810373,jaroslaw-kaczynski-odwiedzi-opoczno,id,t.html

Niemal wszystkie zdobyte w przeszłości przez zachodnie wywiady instrukcje sowieckie dla KGB i GRU podkreślały znaczenie tak zwanych „środków aktywnego działania”, to jest np. dezinformacji, bezpośredniej destabilizacji czy też operacji tzw. agentów wpływu. By zaszkodzić przeciwnikowi, należy w jego szeregach umieścić swego człowieka lub „nieświadomego multiplikatora wpływu”, który po wcześniejszym uwiarygodnieniu się w tym środowisku, zacznie realizować właściwy plan  niszczenia obiektu lub jakiejś konkretnej operacji. Piszący te słowa uważa, iż w decydującym momencie, gdy Prawo i Sprawiedliwość  będzie miało szansę wznowienia budowy IV. RP, zainstalowani w tej partii wcześniej przez przeciwników PiS ludzie, będą próbować zadać Kaczyńskiemu cios w plecy. 

 

Jak skutecznie zniszczyć obóz przeciwnika jego własnymi rękoma?

 

Dlaczego w Polsce nie udała się lustracja, dlaczego skompromitowano proces rozbicia postkomunistycznych WSI, dlaczego tak łatwo można ośmieszać wszelkie próby zmierzające do ujawnienia prawdy o katastrofie smoleńskiej? Jak to możliwe, iż znaczną część działań, które blokowały lub blokują proces faktycznej demokratyzacji Polski, prowadzą ludzie, którzy znaleźli się w sposób niewytłumaczalny w obozie politycznym, który miał w/w lustrację, likwidację WSI czy też uczciwe badanie przyczyn katastrofy smoleńskiej przeprowadzić?

 

Urodzony w 1961 roku w Gdyni Janusz Kazimierz Kaczmarek był prokuratorem  krajowym od 31 października 2005 do 8 lutego 2007, od 8 lutego do 8 sierpnia 2007 ministrem spraw wewnętrznych i administracji  (czyli w okresie „prawicowych” rządów Prawa i Sprawiedliwości). Ci, którzy go na te odpowiedzialne stanowiska powoływali, musieli znać np. jego pracę magisterską pt. „Granice dozwolonej działalności dziennikarskiej”, wiedzieć, że pod koniec lat 80. był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, że odbył szkolenie w Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych w Łodzi, że w czasach PRL-u pracował (do 1988) w Prokuraturze Rejonowej w Elblągu, a później w - w Prokuraturze Rejonowej w Gdańsku. 14 marca 2007 Kaczmarek otrzymał nominację na członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Dopiero 8 sierpnia 2007 został odwołany z zajmowanego stanowiska (w związku z tzw. „aferą gruntową”).

 

Dzisiaj można powiedzieć, iż błyskawiczna kariera Kaczmarka za rządów PiS, nie wyszła ani tej partii, ani naszemu krajowi na dobre (by użyć eufemizmu). Jak to się stało – należy w tym miejscu spytać, że były PRL-owski prokurator zyskał zaufanie premiera Kaczyńskiego?

 

Jacek Rońda był doradcą ministra nauki w rządzie postkomunistycznego SLD. W czasach PRL-u należał - podobnie jak Kaczmarek – do PZPR. W nieodległej przeszłości Rońda kpił w swoim liście do tygodnika „NIE” Jerzego Urbana, pisząc m.in.: „…uprzejmie pragnę zachęcić ‘NIE’ do podjęcia inicjatywy zorganizowania ‘Wszech-Polskiej’ konferencji naukowej na temat ‘Przyczyny Nieśmiertelności Głupoty Polskiej Prawicy’.”

 

W roku 1998 – również w „NIE” - Rońda szydził także z “Naszego Dziennika”, w którym później chętnie udzielał wywiadów, kierując do Jerzego Urbana takie oto słowa: „Po kolejnej porcji lektury Pańskiego wspaniałego tygodnika ‘NIE’ z przerażeniem stwierdziłem, że głupota leaderów polskiej prawicy jest wieczna i nie podlega modyfikacji od 75 lat. Nawet tytuły gazecin, jakie są wydawane dla zwolenników tej opcji widzenia Świata, są podobne jak te przedwojenne, np. ‘Nasz Dziennik’ teraz i ‘Mały Dziennik’ przed wojną"  

 

Później Jacek Rońda został jednym z czołowych ekspertów zespołu Antoniego Macierewicza zajmującego się badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej. W 2012 roku został wiceprzewodniczącym prezydium komitetu naukowego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku. Dopiero 18 października 2013 zrezygnował z przewodnictwa tej komisji,  przyznając się do kłamstw, czym oczywiście zaszkodził nie tylko samej komisji, ale w ogóle całemu procesowi dążenia do prawdy.

 

Chris J. Cieszewski (właściwie Krzysztof Cieszewskiamerykański naukowiec polskiego pochodzenia, pracujący od 1997 na etacie biometrii leśnej w Warnell School of Forestry and Natural Resources University of Georgia, z siedzibą w Athens w USA, w 2012 roku został członkiem "Komitetu organizacyjnego konferencji poświęconej badaniom katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku metodami nauk ścisłych" i przygotował anglojęzyczną stronę internetową poświęconą konferencji.

 

Niedawno Tomasz Sekielski w programie telewizyjnym „Po prostu” przedstawił dokumenty, z których miało wynikać, iż Cieszewski został zarejestrowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik "Nil” 10 lutego 1982 roku (tj. w czasie stanu wojennego w Polsce). Członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, prof. dr Antoni Dudek potwierdził, iż „Nil” w 1982 roku był współpracownikiem SB. Współpraca miała być zawieszona dopiero w 1985 roku. W 1983 roku wyjechał z Polski do Kanady. Cieszewski powiedział, że informacje te są „kłamstwem”. Według Sekielskiego zaś teczka Cieszewskiego została zniszczona w 1990 roku, co może wskazywać na wagę, jaką do sprawy musiała przywiązywać SB już w czasie rzekomo „wolnej” Polski.

 

Abstrahując od ewentualnej szkodliwości działalności Cieszewskiego  w okresie PRL-u jako możliwego (?) TW SB, zauważyć należy, jak zaskakująco łatwo dostał pod koniec 82 roku zgodę na wyjazd do Kanady.Prawdopodobnie należał do tej kategorii ludzi, którzy powiedzieli, co mieli do powiedzenia, po czym prosili o nagrodę, czyli możliwość wyjechania z kraju” powiedział prof. Antoni Dudek. Warto także mieć na uwadze fakt, iż podczas pobytu w Kanadzie Cieszewskiemu kilkakrotnie przedłużano ważność PRL-owskiego paszportu (prawdopodobnie za zgodą centrali w Warszawie)! Jak więc widać, badający katastrofę smoleńską nie był więc bynajmniej prześladowany przez władze PRL-u. Cała sprawa Cieszewskiego oczywiście zaszkodziła procesowi dochodzenia do prawdy nt. prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej, podobnie jak wcześniej opisany przypadek Rońdy.

 

Stanisław Piotrowicz egzamin prokuratorski zdał w czasach PRL-u, gdy organizowano tzw. „ścieżki zdrowia” dla robotników z Radomia i Ursusa. W 1976 rozpoczął pracę w Prokuraturze Rejonowej w Dębicy, następnie w 1980 został przeniesiony do Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie. Piotrowicz był aktywnym członkiem PZPR, po wprowadzeniu stanu wojennego był także członkiem egzekutywy partyjnej przy prokuraturze w Krośnie. jako prokurator oskarżał w PRL-u  opozycjonistów i w 1983 roku został odznaczony komunistycznym Brązowym Krzyżem Zasługi (o czym nie wspomina w oficjalnej nocie biograficznej). W 1982 roku Piotrowicz oskarżał np. Antoniego Pikula, działacza "Solidarności" z Jasła. Pikul twierdzi, że obecny Piotrowicz "w trybie doraźnym i bez dowodów" przygotował przeciw niemu akt oskarżenia. Natomiast na swojej stronie Piotrowicz napisał, że w stanie wojennym odmówił prowadzenia śledztw o charakterze politycznym. Opozycjonista Pikul powiedział zaś:  „W moim przypadku to, co mówi pan Piotrowicz, nie zgadza się z rzeczywistością”.

 

W wyborach parlamentarnych w 2005 roku Stanisław Piotrowicz został wybrany na senatora VI kadencji z ramienia Prawa i Sprawiedliwości w okręgu krośnieńskim. Od 5 czerwca 2007 do 16 listopada 2007 zajmował stanowisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Reprezentował też Senat w Krajowej Rady Sądownictwa. W wyborach parlamentarnych w 2007 po raz drugi uzyskał mandat senatorski. W 2011 – także z ramienia PiS uzyskał mandat poselski. Był – jak na ironię (!) Przewodniczącym Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, a w ostatnim czasie został wiceprzewodniczącym zespołu Macierewicza. Ujawnienie prawdziwej przeszłości Piotrowicza było kolejnym ciosem dla walki o ujawnienie prawdy o katastrofie smoleńskiej oraz dla samego PiS.

 

Także na poziomie Polski powiatowej w środowisku niepodległościowym, prawicowym czy konserwatywnym zaczęli działać ludzie, którzy tak naprawdę w przeszłości udowodnili, iż mają zupełnie inne poglądy. Sztandarowym przykładem tego typu może być niejaki Piotr Dziża, dzisiaj jeden z głównych organizatorów Festiwalu Niepodległości w 100-tysięcznym, małopolskim Tarnowie, a kilka lat temu obrońca (na łamach swego portalu) oficera komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, Kazimierza Bańburskiego, kustosza tarnowskiego muzeum, którego prawdziwą przeszłość ujawniłem kilka lat temu – patrz: http://tarnow.prawdemowiac.pl/newsreader/items/esbek-dziza-cenzura-i-festiwal-niepodleglosci.html

 

Dzisiaj Dziża został „przygarnięty” przez niektórych lokalnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości.

 

 

Dlaczego „prawicowy” historyk Sławomir Cenckiewicz nie ujawniał nazwisk polonijnych kapusiów esbeckich?

 

Mało kto w Polsce wie, że znany z książki o Wałęsie, Sławomir Cenckiewicz od kilkunastu już lat bada w IPN dokumenty dotyczące Polonii amerykańskiej (do niedawna jako etatowy pracownik Instytutu Pamięci Narodowej). Ta część jego działalności, a zwłaszcza niedawna – jak się wydaje pisana na zamówienie – mowa w obronie jednego z polonijnych dziennikarzy, który utrzymywał potajemne kontakty z SB, podważa wiarygodność tego historyka, hołubionego przez wielu ludzi polskiej prawicy.

 

Wie, ale nie powie….

Czy Cenckiewicz to inna wersja Michnika?

 

Badania Cenckiewicza w IPN, dotyczące Polonii amerykańskiej od wielu lat finansować ma założona przez polonijnego biznesmena w Chicago, Bogdana Łodygę, „Fundacja Wolnego Słowa”. Sama akceptacja tego rodzaju sponsora burzy kreowany dotychczas obraz „patriotycznie zorientowanego” historyka Cenckiewicza, jako że wcześniej ta sama fundacja kojarzona była np. z wizytą Lecha Wałęsy w USA w 1996 roku, a „częstymi lektorami sprowadzanymi do USA przez tę fundację byli Adam Michnik lub Henryk Grynberg”. Ten ostatni okazał się tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Reporter” (patrz: „Życie Warszawy 1.12.2006).

 

Bardziej istotnym jest jednak nie to, kto finansował badania Cenckiewicza, gdy ten był równocześnie na etacie w IPN, lecz ich rezultaty, a dokładniej mówiąc ich (zastanawiająca?) mizeria. Przez prawie 10 lat Sławomir Cenckiewicz, mając ogromne możliwości badawcze - jako etatowy pracownik IPN oraz organizacyjno-finansowe (badania finansowane są przecież przez wspomnianą „Fundację Wolnego Słowa”)  – mimo licznych, składanych publicznie Polonii – obietnic, nie ujawnił praktycznie żadnych konkretnych i istotnych zarazem szczegółów, dotyczących działań konkretnych współpracowników SB w środowisku polonijnym. Przyciskany publicznie do muru w czasie różnych spotkań oraz wywiadów przez Polonusów, domagających się ujawnienia przede wszystkim konkretnych nazwisk komunistycznych kapusiów, Cenckiewicz stosuje od wielu lat taktykę uników.

 

Na przykład w rozmowie z chicagowską dziennikarką Łucją Śliwą, w radiowej audycji „Otwarty mikrofon”  -

(słuchaj tutaj: www.jvlradio.com/audio/sc_041707.mp3 )

 

- Cenckiewicz przyznaje, że zna nazwiska polonijnych donosicieli, ale ich nie ujawni, gdyż jego zdaniem „spotkanie otwarte czy wywiad nie jest miejscem, by ujawniać nazwiska tajnych współpracowników SB”. Ku zdumieniu prowadzącej ten program i zapewne słuchaczy audycji mówi dalej, że ujawnianie nazwisk komunistycznych agentów, działających na szkodę Polonii „nie jest zadaniem historyka”, a „przedstawienie dużej liczby nazwisk zaciemni obraz”. „Jako historyk i urzędnik (wówczas Cenckiewicz pracował jeszcze w IPN) mogę ogłaszać wyniki (tj. np. nazwiska TW SB, przyp.MC)… w artykułach naukowych”.

 

Gdy prowadząca program radiowy Łucja Śliwa zauważa, iż Cenckiewicz zapowiedział ujawnienie niektórych nazwisk w tygodniku „WPROST”, który nie jest przecież pismem naukowym, Cenckiewicz robi kolejny unik. Warto wysłuchać całego wywiadu, by wyrobić sobie zdanie na temat wiarygodności ( a dokładniej mówiąc – jej braku)  Cenckiewicza. Później okazało się, że nie ujawnił on  nazwisk polonijnych kapusiów ani we „Wprost”, ani w żadnej publikacji naukowej, ani także wówczas, gdy przestał pracować w IPN, czyli nie był już urzędnikiem, co – jak twierdził w Chicago – miało być przeszkodą ujawnienia prawdy na temat polonijnych esbeków.

 

Podobnie zachowuje się Cenckiewicz w czasie spotkania publicznego z Polonią w Muzeum Polskim w Chicago – patrz: 

http://vids.myspace.com/index.cfm?fuseaction=vids.individual&videoid=100724818

 

Mówi dużo, by nie powiedzieć nic konkretnego. Co robi Cenckiewicz ze swoją wiedzą, zdobytą w IPN (za pieniądze podatnika polskiego oraz polonijnej fundacji) na temat polonijnych współpracowników SB, wie chyba tylko on sam? Jeden z uczestników innego spotkania z Cenckiewiczem w USA tak skomentował jego taktykę uników: „…dziwna to filozofia… że nie rolą historyka jest podawanie nazwisk – tak stale mantruje (Cenckiewicz), chyba nie myli historii z ideologią?”

 

Po obejrzeniu wywiadu Cenckiewicza dla nowojorskiego „Videofactu” (5 części), ktoś złośliwy mógłby spytać, czy Cenckiewicz badał przez 9 lat polonijne dokumenty w IPN po to, by ujawniać konkretne nazwiska esbeków polonijnych, czy też po to, by właśnie ich nie ujawniać?

 

Patrz wywiad z Cenckiewiczem dla „Videofactu”:

1/ http://www.youtube.com/watch?v=YWMD8280uHA

2/ http://www.youtube.com/watch?v=ZVxeCLXQlg8

3/ http://www.youtube.com/watch?v=-JIbdcvn2Bo

4/ http://www.youtube.com/watch?v=zkktpX_JjM8

5/ http://www.youtube.com/watch?v=m6SNpcIFqgI

 

Swego czasu do archiwum z dokumentami SB wpuszczono tzw. „komisję Michnika”. Zobaczyła, co miała zobaczyć, a zdobytą wiedzę zachowuje do dzisiaj dla siebie…..

 

  

Obrona Jarmakowskiego a sprawa „BOLKA”

 

Gdy w roku 2009 przedstawiłem w USA dokumenty obrazujące potajemne spotkanie jednego z dziennikarzy polonijnych Andrzeja Jarmakowskiego z rezydentem SB w Chicago o pseudonimie „RUSH”, natychmiast z jego obroną wystąpił Sławomir Cenckiewicz – patrz mój artykuł:

m.ciesielczyk.salon24.pl/134194,odznaczony-jarmakowski-wspolpracowal-z-rezydentem-sb-w-chicago

oraz mowa obrończa Cenckiewicza:

http://www.polishamericancongressnj.org/Wiadomosci0032.htm

- co ciekawe, ten tekst Cenckiewicza ukazał się na stronie prowadzonej przez Jerzego Prusa w USA, który był tajnym współpracownikiem SB!

 

Zarówno tempo reakcji jak i forma oraz treść tekstu Cenckiewicza wskazują, iż musiał być on pisany na swego rodzaju zamówienie. Jarmakowski kojarzony jest z tym samym środowiskiem co Fundacja Wolnego Słowa w Chicago, która wspiera finansowo Cenckiewicza. Zresztą już kilka lat temu (gdy nie znane były jeszcze w/w dokumenty z IPN dotyczące kontaktów Jarmakowskiego z rezydentem SB w Chicago) Cenckiewicz wystawiał Jarmakowskiemu swego rodzaju „świadectwo moralności”. Argumentacja Cenckiewicza kompromituje go jako historyka i każe zastanowić się głęboko nad motywami jego postępowania zwłaszcza w kontekście tego, co zostało wyżej o tym historyku powiedziane.

 

Nieco wcześniej skłócony z Jarmakowskim Andrzej Czuma twierdził wprost, że Jarmakowski współpracował z SB, a następnie został przejęty jako agent przez UOP i dlatego jego teczka jest ciągle tajna. Ja natomiast ograniczyłem się wyłącznie do upublicznienia jawnej części dokumentów z IPN (sygn. IPN BU 02203/146), z których jednoznacznie wynika, że Jarmakowski kontaktował się potajemnie z rezydentem SB w konsulacie PRL w Chicago we wrześniu 1989 roku o pseudonimie „RUSH”, przekazując mu informacje, które – moim zdaniem - uznać można za szkodliwe dla niepodległej Polski. 

 

Cenckiewicz broniąc żarliwie Jarmakowskiego, dokonał swego rodzaju  manipulacji. Wrzucił do jednego worka zarzuty Czumy i moje, pisząc: „…tezę Czumy usiłował uprawdopodobnić… Ciesielczyk (…) oskarżenia Czumy i Ciesielczyka to zwykłe pomówienia”. Nie wiem, czy oskarżenia Czumy to pomówienia. Może to rozstrzygnąć np. sąd. Natomiast moje „oskarżenia” to po prostu stwierdzenie faktu potajemnego spotkania z esbekiem, którego nie kwestionuje także sam Jarmakowski. Gdyby Cenckiewicz ograniczył się do stwierdzenia, że spotkanie Jarmakowskiego we wrześniu 1989 z rezydentem SB nie było niczym złym, to różnilibyśmy się tylko co do oceny samego spotkania, które ja oceniam jako rodzaj współpracy Jarmakowskiego z wówczas jeszcze komunistycznymi władzami PRL (w tym z rezydenturą SB w Chicago).

 

Cenkiewicz pisze dalej, że „dokumenty IPN zaprzeczają tezie, że Jarmakowski kiedykolwiek był agentem bezpieki”. Jednakże ja tego przecież nie twierdzę, że Jarmakowski to zarejestrowany TW SB. Ograniczam się to udokumentowania faktu nieformalnej współpracy Jarmakowskiego z esbekiem „RUSHEM”. Poza tym sam Cenckiewicz przyznaje, że część teczki Jarmakowskiego jest nadal utajniona, więc jako historyk nie może teraz twierdzić, że nadal utajnione dokumenty w IPN nie podważą prawdziwości jego tezy. Warto przypomnieć w tym miejscu, że w sprawie Wałęsy Cenckiewicz zawsze podkreśla, że nie ma znaczenia wyrok sądu lustracyjnego, który wykluczył współpracę Wałęsy z SB, gdyż on później znalazł w IPN dokumenty świadczące o czymś innym. Tym samym więc Cenkiewicz podważa trafność swych własnych wcześniejszych argumentów, które używa w sprawie „Bolka”.

 

Dalej Cenkiewicz dokonuje kolejnej manipulacji, twierdząc:  „podobną tezę (do Czumy, przyp.MC) …lansował…Ciesielczyk… oraz związany z Edwardem Mazurem tygodnik polonijny ‘Express’ „. Moja teza nie była jednak i nie jest „podobna” do tej przedstawianej przez Czumę czy „Express”, gdyż ja stwierdziłem na podstawie dowodów z IPN fakt kontaktu Jarmakowskiego z konkretnym esbekiem, a inni sugerowali, iż Jarmakowski był zarejestrowanym, a więc formalnym tajnym współpracownikiem SB. Poza tym Cenckiewicz dość  obcesowo usiłuje wmanewrować mnie w jakąś formę zmowy nie tylko z Czumą, ale nawet z pismem „związanym z Edwardem Mazurem”. Tego typu zabiegi, które mają podważyć wiarygodność adwersarza, były typowe dla komunistycznych służb specjalnych.

 

Pisząc, iż „Awantura wokół Czumy z początku 2009 r. spowodowała szczególne zainteresowanie osobą Jarmakowskiego”, Cenckiewicz usiłuje wmówić czytelnikowi, że działałem w porozumieniu z Czumą lub na czyjeś zlecenie (może to działanie zasady projekcji w przypadku Cenckiewicza, który być może pisał swoją mowę obrończą na jakieś zlecenie?). Cenckiewicz musi doskonale wiedzieć, iż moje poglądy różnią się zasadniczo od poglądów Andrzeja Czumy i jest absurdem łączenie moich badań z osobą b. ministra sprawiedliwości. Cenckiewicz zna np. przebieg audycji telewizyjnej, w której brałem udział wraz z Andrzejem Czumą oraz Lechem Wałęsą jako ich adwersarz – patrz: http://www.youtube.com/watch?v=bff4J7XnH64

 

Skoro już jesteśmy przy tej audycji, wypada zauważyć, iż książka Cenckiewicza nt. „Bolka” to wyważanie otwartych drzwi w świetle przebiegu tego programu telewizyjnego z 1996 roku, w czasie którego jako pierwszy publicznie, przed kamerą pokazałem donosy „Bolka” (w tamtym czasie Cenckiewicz bawił się zapewne jeszcze w piaskownicy).  .

 

„Zdumiewa fakt, że jeszcze w czasie medialnej burzy wokół emigracyjnych problemów Czumy, w centrali IPN w Warszawie odnaleziono teczkę wywiadu cywilnego….na temat Jarmakowskiego….jak wynika z adnotacji sporządzonej na teczce, została ona odtajniona dopiero w dniu 2 lutego 2009 roku… „ -  stwierdza Cenckiewicz, utrzymując, że te dokumenty nie były mu znane i że może znajdowały się w utajnionej części archiwum IPN, tzw. zbiorze wyodrębnionym. Linia obrony Jarmakowskioego sprowadza się więc znowu do insynuacji Cenckiewicza, że ujawnienie teczki Jarmakowskiego ma związek z jego konfliktem z Czumą.

 

Cenckiewicz wykorzystując niewiedzę czytelnika na temat szczegółów funkcjonowania IPN, wmówić mu chce, że teczka Jarmakowskiego została specjalnie odtajniona w lutym 2009. Tymczasem według informacji potwierdzonych przez pracowników IPN w Wieliczce, adnotacja na teczce Jarmakowskiego nie jest niczym nadzwyczajnym, lecz stwierdzeniem faktu umożliwienia mi wglądu w te dokumenty. Już kilka miesięcy wcześniej – wraz z dziesiątkami innych wniosków złożyłem także i ten o udostępnienie mi dokumentów dotyczących Jarmakowskiego. Adnotacja oznacza, że dawna, jeszcze esbecka klauzula tajności została formalnie zniesiona i to wszystko. Cenckiewicz zaś tworzy wokół tej sprawy aurę jakiejś tajemniczości, co jest jego kolejnym zabiegiem manipulacyjnym.

 

Dodać należy, że gdyby teczka Jarmakowskiego była wcześniej w zbiorze zastrzeżonym, pozostałby w niej jakiś ślad, a takowego nie ma. Uwagi Cenckiewicza na ten temat są kolejnym dowodem na brak wiarygodności tego historyka. Jeśli mnie udostępniono dokumenty dotyczące kontaktów Jarmakowskiego z rezydentem SB w Chicago, to tym bardziej mógł mieć do nich dostęp Cenckiewicz, gdyby oczywiście tego chciał.

 

 

Dlaczego Cenckiewicz nie ujawniał nazwisk istotnych esbeckich kapusiów polonijnych?

 

Należałoby spytać w tym miejscu, dlaczego historyk zatrudniony wówczas jeszcze w IPN i mający – jak sam przyznaje dostęp także do tajnych dokumentów – nie znał teczki Jarmakowskiego, do której ja – historyk spoza IPN i bez dostępu do tajnych dokumentów IPN – dotarłem już po kilku wizytach w oddziale IPN w Wieliczce? Przy tej okazji można by także spytać Cenckiewicza, czy znał teczkę KO SB „TOWER” (tj. Wojciecha Wierzewskiego - prawej ręki 3 kolejnych prezesów Kongresu Polonii Amerykańskiej ), a jeśli znał, to dlaczego nie ujawnił jej zawartości jeszcze za życia Wierzewskiego? Prawdę o Wierzewskim ujawniłem dopiero sam, ale już niestety po jego śmierci - patrz:

http://m.ciesielczyk.salon24.pl/60392,wojciech-wierzewski-prawa-reka-trzech-prezesow-kpa-i-ko-sb

PRZECZYTAJ TAKŻE
Polska
marsie
2018-01-14
0
KOMENTARZE
Dołącz film z YouTbue do komentarza:
Uważam ataki na Cieszezwskiego za przedwczesne. Z wielką ostrożnością traktowałbym tego typu sensacje. W przypadku prof. Rońdy nie wykluczam,że padł ofiarą szantażu, czas wyjaśni (mam nadzieję) jego okoliczności.

Nie przesadzałbym ze śpiochami, niczego nie wykluczając. Ale: czyim "śpiochem" był Palikot czy Gowin?

Prawica wykończy się z innego powodu: nie potrafi obudzić śpiącego elektoratu (30 procent!) i podaża w taki czy inny sposąb jedyną w tej chwili partię prawicową mającą szansę na zwycięstwo- mianowicie PiS. Optowanie za kanapami to wybór lewatywy.

Do siego Roku!
Jan Bogatko 2013-12-31 14:13:07
0 0
Nie tyle chodzi mi o treść, co o problem, sam kilka razy o śpiochach w PiS pisałem. A co do wysiłku - czasami trzeba się nieco poświęcić dla dobra sprawy! m - pozdrawiam!
marsie 2013-12-27 23:15:05
1 0
Część II tekstu tutaj Pana Ciesielczyka:

http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/czy-mozna-uchronic-kaczynskiego-przed-samozniszczeniem-2.html
Redakcja 2013-12-27 21:53:07
0 0
Tekst wrzucę jeszcze na fejsa i na slidery, może będzie szerzej komentowany.

Warto czytać, zastanawiać się i polemizować.

AS
Redakcja 2013-12-27 21:46:23
0 0
@marsie - ja otworzyłam, ale nie przeczytałam, mimo wysiłku.
markowa 2013-12-27 21:40:02
0 0
Mnie natomiast dziwi jedno - że tylko 27 osób do tej pory to przeczytało!
marsie 2013-12-27 21:28:18
0 0
To: "
Niemal wszystkie zdobyte w przeszłości przez zachodnie wywiady instrukcje sowieckie dla KGB i GRU podkreślały znaczenie tak zwanych „środków aktywnego działania”, to jest np. dezinformacji, bezpośredniej destabilizacji czy też operacji tzw. agentów wpływu. By zaszkodzić przeciwnikowi, należy w jego szeregach umieścić swego człowieka lub „nieświadomego multiplikatora wpływu”, który po wcześniejszym uwiarygodnieniu się w tym środowisku, zacznie realizować właściwy plan niszczenia obiektu lub jakiejś konkretnej operacji. Piszący te słowa uważa, iż w decydującym momencie, gdy Prawo i Sprawiedliwość będzie miało szansę wznowienia budowy IV. RP, zainstalowani w tej partii wcześniej przez przeciwników PiS ludzie, będą próbować zadać Kaczyńskiemu cios w plecy. "

+ to:

"Dlaczego Cenckiewicz nie ujawniał nazwisk istotnych esbeckich kapusiów polonijnych?"

Jest manipulacją. Zarzucanie komuś nierzetelności, dlatego że czegoś nie ujawnił jest po prostu śmieszne.

To samo można napisać o Panu, o mnie i o każdym innym. Cenckiewicz ujawnił dużo więcej w dużo trudniejszych sprawach, niż w tych o których Pan pisze.

Na koniec dodam: JASNE JEST, ŻE NALEŻY UJAWNIĆ SB-CKICH AGENTÓW WPŁYWU DZIAŁAJĄCYCH W USA, KANADZIE ITD. I właśnie Pan to może zrobić.

AS
Redakcja 2013-12-26 20:53:41
0 0
Holo hola!

Co do Cieszewskiego. Sprawa jest jeszcze badana. On sam poprosił niedawno o autolustrację. A dokumenty wyglądają na grubymi nićmi szytą fałszywkę.

Kim jest Sekielski pominę milczeniem.
AS
Redakcja 2013-12-26 20:31:56
0 0

Strony Patriotyczne<
Ewa Stankiewicz - wspierajmy wolne media. Chodźcie z nami!
Witamy-w-Polsce.pl - polityka, filmy, zdjęcia
Archiwum postów
2018 - STYCZEŃ
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
 
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
Aby wykonać tą akcję musisz się zalogować
Email:
Hasło:
Załóż nowe konto Przypomnij hasło